Zatrudniasz swojego klona? Dlaczego pułapka culture fit blokuje rozwój, a różnorodność go napędza.

„Szukamy kogoś, kto pasuje do naszej kultury.”

Brzmi znajomo? To jedno z najczęściej wypowiadanych zdań w procesach rekrutacyjnych. Ale czy wiemy, co naprawdę oznacza?

W wielu firmach „culture fit” stał się mantrą. Mówią o nim liderzy, HR, briefy rekrutacyjne. Ale jeśli spojrzeć głębiej, często pod tą deklaracją kryje się coś zupełnie innego: potrzeba komfortu, przewidywalności i potwierdzenia własnych decyzji.

Czy naprawdę wiemy, czym jest nasza kultura?

Zacznijmy od fundamentów. Culture fit ma sens tylko wtedy, gdy wiemy, z czym ktoś ma się „dopasować”. A tu zaczynają się schody.

Z badań prof. Lauren Rivera („Pedigree: How Elite Students Get Elite Jobs”) wynika, że:

  • 82% menedżerów uważa „dopasowanie kulturowe” za kluczowe kryterium rekrutacyjne,
  • ale tylko 50% potrafi opisać kulturę swojej organizacji,
  • a zaledwie 33% ma jakiekolwiek narzędzia, by ją realnie mierzyć.

Efekt? Culture fit staje się płynnym, nieuchwytnym pojęciem – często używanym intuicyjnie, a czasem… wygodnie.

Gdy „dopasowanie” znaczy: „czuję się komfortowo”

W praktyce bardzo często „fit” oznacza po prostu: „ten kandydat mnie nie zaskakuje”. Mamy zbieżne poglądy, podobne ścieżki edukacyjne, podobny styl komunikacji. Czyli – zatrudniamy siebie w innej wersji.

To tzw. mirror hiring – zjawisko, w którym menedżerowie wybierają osoby, przy których czują się swobodnie, nawet jeśli nie są one najbardziej wartościowe z punktu widzenia zespołu czy wyzwań organizacyjnych.

Takie zespoły mogą być zgrane. Ale są też:

  • mało różnorodne,
  • przewidywalne,
  • podatne na group thinking,
  • i często nieprzygotowane na zmianę.

Fit czy wygoda?

Tu warto zadać sobie niewygodne pytanie:
Czy naprawdę szukamy kompetencji – czy tylko potwierdzenia własnych decyzji?

Bo jeśli „dopasowanie kulturowe” oznacza nie kwestionuje decyzji menedżera, myśli podobnie, działa według znanego schematu, to nie budujesz wartościowego zespołu. Budujesz strefę komfortu.

„Nie pasuje” – czyli co właściwie?

Zatrzymanie się na stwierdzeniu „nie pasuje” bez konkretu to czerwone światło w procesie decyzyjnym. Jeśli nie potrafimy wskazać konkretnych kompetencji, zachowań czy wartości, które są w konflikcie z kulturą firmy, to może to nie kandydat nie pasuje – tylko nasz sposób oceniania jest nieprzejrzysty.

Dlatego warto:

  • przetłumaczyć wartości firmy na zachowania i kompetencje, które można zaobserwować,
  • budować scorecardy oparte o postawy, a nie tylko doświadczenie,
  • zadawać sobie pytanie: czy ta osoba wnosi coś nowego, co uzupełni nasz zespół?

Culture add: trudniejszy, ale lepszy kierunek

W czasach zmian technologicznych, transformacji pokoleniowych i redefinicji pracy zespołowej zatrudnianie wyłącznie ludzi, którzy „pasują do obecnej kultury”, to jak planowanie strategii w oparciu o wczorajsze dane.

Zamiast „culture fit”, potrzebujemy dziś „culture add” – czyli ludzi, którzy myślą inaczej, zadają trudne pytania, działają według wspólnych wartości, ale niekoniecznie tymi samymi metodami.

Oni nie zawsze będą wygodni. Ale to oni są źródłem innowacji, adaptacji i rozwoju.

Różnorodność to nie kampania. To zdolność strategiczna

Prawdziwa różnorodność nie polega na checklistach w raporcie ESG. Polega na tym, że w organizacji są osoby, które myślą, pracują i rozwiązują problemy inaczej niż my.

Zespoły z wysoką różnorodnością poznawczą:

  • szybciej podejmują trafne decyzje (Harvard Business Review),
  • są bardziej odporne na kryzysy (McKinsey),
  • generują większe zaangażowanie i lojalność pracowników.

Ale żeby to działało, różnorodność musi być zaproszona świadomie, a nie „tolerowana, o ile nie przeszkadza”.

Rola rekrutera: nie selekcjoner, a partner zmiany

Rekruterzy i HR mają dziś niełatwą, ale kluczową rolę. Nie są pośrednikami. Są partnerami biznesu – i mają prawo (a może obowiązek) czasem powiedzieć „nie” menedżerowi.

To oni:

  • zadają pytania, których nikt nie zadał: czy kandydat rzeczywiście nie pasuje – czy po prostu nie pasuje Tobie?
  • tworzą narzędzia, które obiektywizują procesy (formy oceny wartości, behawioralne pytania, wspólne scorecardy),
  • pilnują, żeby rekrutacja nie stała się tylko weryfikacją podobieństwa.

Zatrudnianie to nie filtr. To wybór kierunku

Wybór kandydata to akt odwagi. Bo każda decyzja rekrutacyjna to:

  • strategia na przyszłość,
  • komunikat o tym, kim jesteśmy jako organizacja,
  • i często próba charakteru dla lidera.

Więc zanim odrzucisz kogoś, kto „trochę odstaje”, zadaj sobie pytanie:
czy to naprawdę brak dopasowania – czy może szansa na zmianę, której się boisz?

Na koniec

Jeśli ten tekst rezonuje z Twoim doświadczeniem – czy to w roli lidera, HR-owca czy rekrutera – daj znać. Może to moment, by przestać szukać ludzi, którzy „pasują”, i zacząć zapraszać tych, którzy pomogą nam się rozwinąć.

Bo czasem najcenniejszy kandydat to ten, który na pierwszy rzut oka… nie pasuje.

Jedna myśl na temat “Zatrudniasz swojego klona? Dlaczego pułapka culture fit blokuje rozwój, a różnorodność go napędza.

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑